30/03/17 | 10-12.03.17- Weekend w Paryżu #VIDEO

16:30

Cześć! Dziś mam dla Was dość nietypowy post, który rozpocznie nową serię na moim blogu. Plany na tegoroczne wyjazdy są bardzo ambitne, ale na razie skupię się na tym, co już udało się zrealizować. Tak więc, na wstępie- zapraszam Was do obejrzenia krótkiego filmiku. A wszystkich zainteresowanych szczegółami, jak to spakowaliśmy plecaki i polecieliśmy na weekend do Paryża, zachęcam do przeczytania całej notki.




Z tymi plecakami to nie było tak pięknie i kolorowo. W końcu, która kobieta jadąc TYLKO na weekend weźmie JEDYNIE plecak. Ja chcąc, nie chcąc, musiałam sobie z tym poradzić.
10 (piątek).03.17 wylot do Paryża, więc zgodzicie się ze mną, że czwartek, godzina 22 to idealny moment na rozpoczęcia pakowania i sprawdzenia wszystkich " formalności " związanych z wymiarami bagażu podręcznego... I jak przystało na nowicjusza, coś musiało pójść nie tak już na samym wstępie. Walizka przekracza o 4 cm dopuszczalną wielkość - paniczne szukanie pomocy u znajomych kończy się niepowodzeniem. Nikt nie miał tej jedynej, wyjątkowej w swych wymiarach walizki. Ale, myślę sobie, to tylko 4 cm, może przymkną oko. W końcu już nie raz przeszła ( z mniejszymi, lub większymi problemami) jako bagaż podręczny, to czemu teraz miało by się nie udać. Jednak, żeby za bardzo się nie zdziwić na lotnisku zapakowałam na sam dół największy, jaki tylko znalazł się w moim posiadaniu plecak- a tak na wszelki wypadek, żeby mieć się w co przepakować, jakby jednak moja walizka nie przeszła tej najważniejszej kontroli w swoim życiu.
 

Nasza podróż zaczęła się od bardzo porannych godzin, w których to z Poznania musieliśmy przetransportować się do Gdańska, skąd mieliśmy wylot. 

Poznań Główny ➜ Gdańsk Główny  



Dzięki temu, że wylot mieliśmy o 14:05, a byliśmy dość wcześnie w Gdańsku, to mogliśmy pozwolić sobie na spacer i baaaardzo delikatne zwiedzenie miasta.



Na lotnisku bezproblemowo przeszliśmy przez wszystkie bramki i zbliżamy się do kontroli wymiarów bagażu podręcznego. Powiem szczerze, że widok ludzi, którzy upychali nogą bagaże do koszyków o tych magicznych wymiarach, troszkę ostudził mój optymizm na przepuszczenie mojej walizki. Resztki nadziei wygasły, kiedy Pan przed nami włożył swój bagaż i wystawał, o dosłownie kilka milimetrów. Gdy nadeszła moja kolej, wiedziałam już co się szykuje - ewidentnie jest za duża i trzeba się przepakować. Odchodzę i wracam znowu do magicznego koszyka, tym razem już plecakiem i... udało się ! Mieści się !
W Gdańsku bardzo dokładnie sprawdzali wymiary walizek. Natomiast jak wracaliśmy do Polski, Pan rzucił tylko okiem na nasze plecaki i od razu nas przepuścił . Uważam, że powinni być konsekwentni, jeśli na jednym lotnisku sprawdzają wymiary co do milimetra, to na drugim też powinni, żeby się nie okazało , że wracając musisz dopłacić 200 zł za większy bagaż, albo go zostawić. W szczególności jest to ważne, jeśli lecisz tymi samymi liniami, bo wiadomo, że np. Wizz Air ma inne wytyczne niż Ryanair. Ale to taka moja mała uwaga.


Po 2 godzinach lotu, bezpiecznie wylądowaliśmy na lotnisku w Beauvais, 80 km od samego Paryża. Stamtąd mieliśmy autobus, który zawiózł nas bezpośrednio do centrum. Po 18 byliśmy już na miejscu i nie tracąc czasu, od razu ruszyliśmy w stronę największej atrakcji we Francji- wieży Eiffla. 
 Spędziliśmy pod nią troszkę czasu i pojechaliśmy do naszego hotelu. 


Tak wygląda o pełnych godzinach!

Przez cały weekend poruszaliśmy się po Paryżu metrem. Nie mieliśmy trudności z przemieszczaniem się, ponieważ jest bardzo intuicyjne, szybko można dostać się na drugi koniec miasta i bardzo często jeździ. Każda linia ma swój kolor, co bardzo ułatwia sprawę, kiedy chcesz sprawdzić trasę na mapie, gdzie krzyżuje Ci się 73465743 linii. 



Powiem szczerze, że nie ogarnęliśmy jedynie sprawy związanej z biletami. W piątek kupiliśmy niby bilety jednorazowego przejazdu ( 1,90 Euro) , a przesiadaliśmy się kilka razy i jeździliśmy dość długo. Od razu kupiliśmy bilety weekendowe (4 Euro)  i działały nam tylko przez sobotę. W niedziele kupiliśmy znowu jednorazowe i faktycznie okazały się jednorazowego przejazdu, co zmusiło nas do kupienia kolejnych. Byliśmy tylko na weekend, więc nie zagłębialiśmy się zbytnio w tą sprawę. Pytaliśmy się ludzi o co chodzi, ale oni zbytnio też nie wiedzieli, ponieważ nie korzystają praktycznie wcale z tych biletów, tylko mają coś jak nasze sieciówki. Następnym razem jak pojedziemy do Paryża, to po prostu zajdziemy do informacji i dowiemy się jak to wszystko działa.


Plan na cały weekend był dość skromny ponieważ mieliśmy zamiar iść tylko na wieżę i do Luwru. Nie sądziliśmy nawet, że uda nam się zobaczyć coś więcej.
W sobotę z samego rana ruszyliśmy zobaczyć mini Statuę Wolności, którą przez przypadek zobaczyliśmy z metra. Następnie wybraliśmy się zobaczyć Wieżę Eiffla w dzień. Powiem szczerze, że w nocy robi ona dużo większe wrażenie, niż w dzień.





W końcu dziarskim krokiem ruszyliśmy w stronę Luwru. Po drodze mogliśmy nacieszyć oczy pięknymi parkami i korzystać z pogody, która w szczególności nam dopisała. Pamiętam jak znajomi cieszyli się, jaki ciepły weekend mieli w Poznaniu- 8 stopni. A my paradowaliśmy w krótkich rękawkach, przy 18 stopniach.

Gdy dotarliśmy do muzeum nasze plany lekko się zmieniły, ze względu na kolejkę. Zrezygnowaliśmy z wejścia, ponieważ musielibyśmy bardzo długo czekać i biorąc pod uwagę sam czas zwiedzania, pewnie wyszlibyśmy pod wieczór. Zależało nam by zobaczyć jak najwięcej Paryża w ten weekend, więc odpuściliśmy sobie wejście do muzeum.


Następnie spacerowaliśmy sobie wzdłuż Pól Elizejskich. Chcieliśmy dojść do Łuku Triumfalnego, ale zaczęło się ściemniać, więc postanowiliśmy się wrócić by skorzystać z kolejnej atrakcji. Poszliśmy na diabelski młyn, skąd mogliśmy podziwiać nocną panoramę Paryża.


I tym akcentem zakończyliśmy nasz sobotni spacer po Paryżu.
W związku z tym, że na diabelskim młynie mogliśmy zobaczyć cały Paryż w nocy i w planach mieliśmy jeszcze jedne punkt widokowy ( tym razem w dzień ), to darowaliśmy sobie wejście na Wieżę Eiffla, gdzie też były ogromne kolejki i lekko odpychająca cena.

W niedzielę z samego rana wyruszyliśmy w stronę Bazyliki Sacre-Coeur, która znajdowała się na przepięknym wzgórzu.



Do Paryża przyjechaliśmy w najzwyklejszy weekend, nie były to ani wakacje, ani jakiś szczególny sezon turystyczny i spójrzcie ile jest ludzi przy każdej możliwej atrakcji. Jeśli ktoś chce na prawdę zobaczyć, poznać miasto, to musi przyjechać tu minimum na tydzień.

Schodząc na dół, zrobiliśmy jeszcze małe zakupy i biegiem ruszyliśmy na dworzec, skąd mieliśmy pociąg na lotnisko w Beauvais.


Po 2 godzinach lotu, bezpiecznie dotarliśmy do Poznania.
Cały weekend był dla nas bardzo intensywny, nie było czasu na odpoczynek, ponieważ chcieliśmy wyciągnąć z tego wyjazdu jak najwięcej. Wiem, że to tylko powierzchowne zwiedzenie Paryża, ale dla nas to i tak bardzo dużo,  jak już wcześniej pisałam- plany mieliśmy skromne, a udało nam się zobaczyć o wiele więcej. Wróciliśmy strasznie zmęczeni, ale szczęśliwi. To co zobaczyliśmy to jedno, najbardziej cieszy nas fakt, że zorganizowaliśmy sami całą wycieczkę i powiem szczerze, że udała się w stu procentach.
Była na wielu wyjazdach zorganizowanych i uwierzcie mi, że jadąc z biurem podróży za granice, do hotelu z X gwiazdami i wykupując nawet wszystkie wycieczki fakultatywne, to co zobaczycie jest niczym w porównaniu z tym co na prawdę możecie zobaczyć i poznać w danym kraju.

Dla wszystkich wytrwałych, którzy dotarli do końca moich wypocin, mam kilka ciekawostek i faktów, które udało mi się dostrzec podczas pobytu w Paryżu.

✓ Ludzie, którzy tam mieszkają są bardzo uprzejmi. Dziękują i przepraszają za każdą najmniejszą drobnostkę i z chęcią udzielają pomocy.
 ✓ Przy tych największych atrakcjach stoi pełno takich "mobilnych, ulicznych " sprzedawców z pamiątkami. Nie opłaca się u nich kupować, jeśli nie potrafisz się targować. A uwierzcie, jeśli myślicie, że umiecie to robić, to przy nich możecie się bardzo zdziwić. Ogólnie, żaden z nich tam nie zaczepia, po prostu stoją i czekają, aż podejdzie do nich jakiś klient. Zdarzają się też naciągacze, ale oni bardziej wciskają Wam jakieś róże w ręce, albo zaplatają na siłę bransoletki, za które później trzeba płacić fortunę.
✓ Zdarzają się i rekiny biznesu, którzy ze wszystkiego są w stanie zrobić niezły interes i sprzedają kasztany, które "grillują" na dość sporym, rozgrzanym kawałku metalu.
✓ Wieczorami, bardzo dużo osób spotyka się ze znajomymi w knajpkach, jedzą sobie, piją piwko i np. oglądają mecze, niezależnie od wieku.
✓  Wjazd na sam szczyt Wieży Eiffla - 50 Euro/osoba i czas oczekiwania +/- 2h
✓ Wejście do Luwru dla osób poniżej 26 roku życia jest darmowe


2 komentarze

  1. Ja tez byłam w Paryżu jedynie na weekend. Cudowne miasto. Bardzo drogie ale cudowne . Napewno tam wrócę. W Luwrze i na wieży już byłam, więc skupię się następnym razem na Paryskim, ulicznym życiu i knajpkach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam w Paryżu i byłam w tych miejscach co ty ale jesCze odwiedziłam uczeni perfum dzie kupiłam najpiękniejsze perfumy jakie kiedy kolwiek miałam i mam je do tej pory (zostawiam je na szczególne okazje bo malutka buteleczka kosztowała mnie 50€) byłam wtedy rownież w Disneylandzie! :)
    OnlyDreams

    OdpowiedzUsuń


Kontakt

kornblog@vp.pl